Solilandia I
Pamiętnik wielickiego SKRZATA
 

Wydawnictwo Zielona Sowa 2006r.

To pamiętnik znaleziony  w Kopalni Soli Wieliczka.  Opowiada o podziemnym królestwie i niezwykłych przygodach skrzata imieniem Solek. 

Wszystko zaczęło się w dniu, w którym Solek znalazł jajo solonia. Dzięki temu mógł zostać opiekunem małego Halisa i jednocześnie wpakował się w poważne kłopoty... Między innymi złamał prawa Solilandii, zakradając się do zakazanego korytarza, utracił prawa do opieki nad małym soloniem, a na koniec wpadł na trop największego przestępcy wśród solnych skrzatów...
                                                                      
                                                                   Przeczytaj fragment

Autor: Beata Kołodziej
Ilustracje: Jacek Socha, Jacek Pasternak
 
 


Solilandia ii
Wyprawa do kryształowej Groty
 
Wydawnictwo Zielona Sowa 2006r.

Soliludki wyruszają na niebezpieczną wyprawę w głąb ziemi. Muszą zdobyć kryształy mocy- jedyną broń przeciw Solizaurom. Po drodze mijają niezwykłe krainy i przeżywają mnóstwo przygód.
Na okładce rubinowy pałac i królowa Ba-Zal.

Czy królowa pomoże skrzatom odnaleźć drogę do Kryształowej Groty?


                                                                         Przeczytaj fragment


Autor: Beata Kołodziej
Ilustracje: Jacek Socha, Jacek Pasternak
 

 

Solilandia iii

klątwa ducha gór   

Wydawnictwo Zielona Sowa 2009r.

 

Najnowsza książka z serii Solilandia!

 

Soliludki znów wpadają w kłopoty. Tym razem muszą wyruszyć na powierzchnię ziemi w poszukiwaniu bajkowych istot, które pomogą pokonać niebezpieczną Bieliczkę. Przy okazji zawierają nowe przyjaźnie i stają oko w oko z Karkonoszem, Duchem Gór.

Być może czytelnicy ucieszą się z wiadomości, że soliludki odwiedzą Nowy Sącz, Złoty Stok, Wrocław i Karpacz.

Dowiecie się także kto mieszka nad Bałtykiem, pod Warszawą i Poznaniem oraz w Puszczy Niepołomickiej.

Okazuje się, że niezwykłe istoty rodem z baśni, osiedliły się w wielu miejscowościach  Polski!

                                                                      Przeczytaj fragment

Autor: Beata Kołodziej
Ilustracje: Jacek Socha, Jacek Pasternak

 



Fragmenty książek:
Tom I
Tom II
Tom III





































Fragmenty książek:
Tom I
Tom II
Tom III









































Fragmenty książek:
Tom I
Tom II
Tom III





































 

FRAGMENTY KSIĄŻEK

Solilandia tom I

            Tatuś  pokazał nam jak podrapać solonia i rzeczywiście okazało się, że stworek bardzo to lubi. Mruczy przy tym zabawnie i wyciąga szyję. Nazwaliśmy go Halis. Ładnie, prawda? Wszyscy domownicy od razu bardzo go polubili. Mama zachwycała się najmniej. Powiedziała, że wolałaby, gdybym przyniósł jajo. Wtedy zrobiłaby omlety… Okropność!

            Przez następne godziny  musiałem opiekować się Halisem. Jest taki kochany i łagodny. Ale jaki ma apetyt! Zjadł cały zapas soliladek! Tatuś tymczasem zgłosił go Skarbnikowi. Kiedy tylko wrócił, zostawiłem solońka w moim pokoju i pobiegłem, dowiedzieć się jaka jest decyzja Skarbnika.

- Na razie Halis może mieszkać w naszym domu,- oznajmił tatuś - ale jak urośnie, to dostanie własną stajnię w komorze soloni.

- Ale dlaczego? – dopytywała jak zwykle Solinka.

-To jest konieczne, bo dorosłe solonie są bardzo duże. Nie mieszczą się w domu. Może na nich jeździć nawet pięć najgrubszych skrzatów jednocześnie! – zakończył dyskusję tatuś i poszedł do kuchni po kanapkę. Widocznie przypomniał sobie, że jest zbyt chudy. Ja tymczasem wróciłem do swojego pokoju. Gdy otworzyłem drzwi, włosy stanęły mi dęba! Po podłodze walały się stosy szkolnych podręczników, wymieszane z butami, papierkami po słodyczach i zabawkami Solinki. Na moim własnym łóżku leżał Halis z niewinną miną. Właśnie kończył przeżuwać mój koc, a raczej coś, co kiedyś było kocem… Teraz była to jedynie wymamlana szmata.

- Co robisz?! – jęknąłem z rozpaczą i rzuciłem się na niego usiłując ratować resztki pościeli. Halis potraktował to jako zachętę do zabawy! Czknął z zadowoleniem, zerwał się na cztery łapy i radośnie wymachiwał ogonem, zrzucając przy tym lampkę ze stolika i wielki kryształ soli, który dostałem na siódme urodziny. Z powodu hałasu, zbiegła się do mojego pokoju cała rodzina.

- O, nie!- wykrzyknęła rozgniewana mama. – Tak dłużej nie może być! Halis zniszczy cały nasz dobytek! Rozbije, co się da, a resztę przeżuje i obślini! Albo nauczycie tego solonia dobrych manier, albo wyprowadzi się stąd jutro rano.

-Ui, ui, ui! – zapiszczał radośnie Halis, zupełnie nie zmartwiony awanturą i polizał mamę po nosie długim, różowym językiem.

- Zabierzcie ode mnie tego potwora! – krzyknęła mama i uciekła do kuchni, wycierając nos.

            Potwór nadal merdał ogonem i popiskiwał, zachęcając nas do zabawy. Tato przyniósł długi, skórzany pasek i usiłował zapiąć go na szyi solońka, co nie było sprawą łatwą.

- Solek, pomóż mi wreszcie, zamiast stać jak słup soli! – sapnął. – Musimy zabrać go na spacer i zająć się tresurą. Skoro spodobało mu się robienie bałaganu i żucie pościeli, to naprawdę czeka nas ciężka praca. Chyba, że wolisz oddać go szukaczom.

- Nigdy! – krzyknąłem z oburzeniem łapiąc Halisa za szyję i całując w zielony pyszczek. – Zobaczysz, że wszystkiego go nauczymy i będzie grzeczniejszy ode mnie.

- W to akurat uwierzę… - mruknął tata i uśmiechnął się pod nosem.

Powrót na górę strony

Solilandia tom II

- Cieszę się, że odpowiedzialność i odwaga nie zaginęły w naszym królestwie! – powiedział Skarbnik na widok ochotników – Pora, by wszystkie soliludki poznały imiona swoich bohaterów! Wyprawą będzie dowodził Tudosław. Nie muszę wam go przedstawiać, bo znacie dobrze jego zasługi dla Solilandii. Tudo, opowiedz teraz kto będzie ci towarzyszył.

            Mój tatuś, bo to właśnie on ma na imię Tudo, skłonił się przed władcą i rozpoczął przedstawianie skrzatów. Ochotnicy stali rzędem, ale ich miny wcale nie wyrażały entuzjazmu. Wzrok mieli spuszczony, policzki pobladłe, a solipony smętnie zwisały im z czapek…

- Najjaśniejszy Panie, szanowne soliludki, oto moi dzielni towarzysze – mówił tatuś uroczystym tonem – pierwszy, Halisław, to członek wielu ekip ratunkowych, mądry i doświadczony skrzat. Następni to: Heniek, młody wiekiem, ale najsilniejszy z soliludków, zdobywca złotych medali w wielu zawodach sportowych, oraz jego brat Pompon. Pompon nie uprawia sportów, ale świetnie zna się na historii i geografii podziemnych krain…

            Dobrze, że tatuś wspomniał, że Pompon się na czymś zna, bo skrzaty w komorze zaczęły już szemrać na jego temat. Pompon był znanym łasuchem i śpiochem. Jego głównym atutem był ogromny brzuch… Po co brać go na tak niebezpieczną wyprawę?- pomyślałem - Chyba, że tatuś chce nim nakarmić solizaura…

- Ostatni z moich towarzyszy, to szukacz Solimir – ciągnął tata nie zrażony pełnymi politowania spojrzeniami soliludków –Solimir zna się na soloniach jak nikt na świecie. Może jego wiedza przyda się na wypadek spotkania z solizaurem…

- Dziękuję wam, moi drodzy – odezwał się Skarbnik. – Wiem, że nie była to łatwa decyzja, tym bardziej więc zasługujecie na słowa uznania. Jest was jednak tylko pięciu… Przydałby się wam jeszcze ktoś… Widzę kolejnego ochotnika! Oto ostatni członek wyprawy po kryształy mocy! – Skarbnik pochylił się i spomiędzy tłumu soliludków wyłuskał kogoś, wziął na ręce i postawił na podwyższeniu. Skrzaty parsknęły śmiechem. Ja aż chwyciłem się za brzuch z uciechy, bo uznałem, że Skarbnik się tym razem pomylił! Na podwyższeniu stała szczupła blondyneczka w moim wieku. Mrugała niepewnie wielkimi, błękitnymi oczkami i miała płacz na końcu nosa. Przestałem chichotać.

- To Alusia! Dziewczynka z mojej klasy! – wrzasnąłem – Pomóżcie jej zejść, zanim się rozpłacze!

            Alusia była bardzo delikatna i wrażliwa. Zrobiło mi się jej żal, bo stała się powodem ogólnej wesołości i żartów. Mój tatuś wziął ją za rękę i chciał sprowadzić  na dół, gdzie stali jej rodzice, ale Alusia nieoczekiwanie potrząsnęła jasną główką.

- To nie pomyłka! Ja chcę iść z wami na wyprawę. Czuję, że to konieczne.

            Tatusia zatkało. Właściwie wszystkich zatkało, łącznie ze mną! Spojrzeliśmy pytająco na Skarbnika. On tylko uśmiechał się  i gładził brodę.

- To ładnie z twojej strony, Alusiu, że jesteś odważna, ale dzieci nie mogą brać udziału w takiej misji. Wróć teraz do mamusi. Wielkie brawa dla dzielnej dziewczynki! – krzyknął tatuś i sam pierwszy zaczął klaskać w dłonie. Soliludki zgotowały małej wielką owację. Kiedy brawa ucichły, okazało się, że Alusia nadal stoi na podwyższeniu.

- Ja wyruszam z wami po kryształy mocy! – krzyknęła Alusia cienkim głosikiem. – Skarbnik mi pozwolił…

- Nie możemy jej zabrać! – zwrócił się tatuś, tym razem do naszego władcy. – To przecież dziecko…Bardzo delikatne… Dziewczynka…

- Alusia pójdzie z wami. – powiedział Skarbnik poważnym tonem.-  To konieczne. Gdy dotrzecie do Kryształowej Groty, jej wrażliwość może się wam przydać. Wiem, że jest mała, ale nie lekceważcie jej zdania! Jestem pewny, że będzie bardzo dzielna. Skoro już znamy wszystkich członków wyprawy, pora zająć się szczegółami. Dostaniecie ode mnie na drogę trzy  kryształy mocy i złotą kuszę. Mam też dla was starożytne mapy podziemi. Zróbcie z nich dobry użytek! Bardzo na was liczymy. Weźmiecie zapas żywności i odpowiednie stroje.

Solonie Ares i Wis będą wam towarzyszyć tak długo, jak tylko okaże się to możliwe. Załadujcie na nie cały ekwipunek. Czy macie jeszcze jakieś pytania?

- Metan, najjaśniejszy Panie… Możemy się na niego natknąć… - powiedział Solimir z ponurą miną.

- To prawda! Dobrze, że idzie z wami rozsądny szukacz!- uśmiechnął się Skarbnik z uznaniem. – Musicie zabrać ze sobą pukawkę Zazulę.

Powrót na górę strony

Solilandia tom III

- Skarbnik jeszcze nie powrócił do pałacu! Jesteśmy zdani na własne siły! – oświadczył Tor. -  W tej sytuacji przejmuję dowodzenie. Zarządzam ewakuację górnego poziomu.

- Tylko górnego?  - upewniały się skrzaty  z Królewskiego Patrolu.

- Na razie tak.  Górny poziom położony jest najbliżej zakazanych korytarzy. W każdej chwili mogą pojawić się tam ludzie! – tłumaczył Tor.

- Powinniśmy wysłać ekipy szukaczy, aby dokładnie zasypały wszystkie przejścia do głębiej położonych komór…- radził jeden z najstarszych soliludków.

- Dobry pomysł… - powiedział Tor z uznaniem. – Musimy odciąć pozostałe poziomy.

 W ten sposób kilka komór Solilandii zostało spisanych na straty… Wśród nich ta, w której znajdował się nasz dom! Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, oblał mnie zimny pot! W Komorze Soloni panowało spore zamieszanie, więc nawet nie miałem z kim porozmawiać. Tatuś przyłączył się do jednej z ekip i poszedł zasypywać jakiś korytarz. Mama, razem z innymi paniami, zajęła się przyrządzaniem ciepłego posiłku dla ewakuowanych soliludków. Solinka dzielnie pomagała roznosić jedzenie. Skrzaty były głodne, bo niedawno wyrwano je  ze snu. Siedziały osowiałe pod ścianami komory, na tobołkach naprędce spakowanych podczas ucieczki. Uświadomiłem sobie, że pakując jedzenie, nie miałem czasu pomyśleć o zabraniu najcenniejszych rzeczy z mojego pokoju. Na stole leżały przecież pamiętniki i kryształowa lampa, którą dostałem na urodziny! Na szczęście zdążyłem założyć na szyję klejnot otrzymany od Skarbnika. Gdyby i on wpadł w ręce ludzi… Na samą myśl wszystkie włosy stanęły mi dęba. Ale sytuacja i tak była przerażająca! „Jeśli ludzie zobaczą opuszczone przez nas komory i przeszukają nasze domki, nie tylko dowiedzą się o istnieniu soliludków. Poznają też nasze sekrety!” – pomyślałem.- „Napisany przeze mnie Pamiętnik jeszcze pogorszy sprawę. Nie wiadomo jak ludzie wykorzystają te informacje… A jeśli użyją ich przeciwko nam?”. Postanowiłem działać szybko: „Jeśli wszystkie przejścia zostaną zasypane, to nic już nie będzie można zrobić!”

 Ruszyłem biegiem w stronę domu. Po drodze mijałem grupy maruderów, którym opuszczanie mieszkań zajęło najwięcej czasu. W korytarzu prowadzącym na górny poziom pracowali już szukacze. Stukot górniczych kilofów dobiegający z góry, zagłuszał szuranie łopat. Zrozumiałem, że jest już bardzo źle. Jeden z szukaczy złapał mnie za ramię i mocno przytrzymał.

- Hej, Solek! Chyba pomyliłeś kierunki! Nie tędy droga.

- Witaj Solimirze! Jak dobrze, że cię spotkałem. Muszę wrócić do domu, bo zostawiłem coś ważnego! – tłumaczyłem, usiłując uwolnić się z żelaznego uścisku. Na próżno.

- Nie Solku. Nie ma takiej możliwości – oświadczył Solimir, a w jego oczach nie dostrzegłem ani cienia uśmiechu.

- Błagam, puść mnie! Za moment wrócę. Muszę iść, bo zapomniałem zabrać pamiętniki! – krzyknąłem w rozpaczy.

- Pamiętniki? Na zepsute soliony! Tam zostały twoje pamiętniki?  - jęknął osłupiały Solimir i opadły mu ręce. Pewnie pomyślał o tym samym co ja… Nagle usłyszeliśmy potężny huk i dźwięki osypujących się kamieni. Wykorzystałem chwilę nieuwagi Solimira. Przecisnąłem się przez hałdę żwirku i puściłem się biegiem w stronę domu. Nawet nie słyszałem co za mną krzyczeli szukacze. Nie myślałem o tym, że powinni natychmiast zasypać przejście, a to odetnie mi drogę powrotu. Nie zastanawiałem się też nad tym, co może się wydarzyć… Wpadłem do domu i chwyciłem w ręce pamiętniki. O lampie nie pamiętałem.  Była mniej ważna… Wybiegłem na zewnątrz i ruszyłem w stronę przejścia.

Wtedy go zobaczyłem. Stał jak skamieniały i wpatrywał się we mnie. Był wielki jak Skarbnik. Na głowie miał kask z zapaloną lampką, a w ręku trzymał kilof. Cały oprószony był żwirkiem i  kryształkami soli. Stałem oko w oko z prawdziwym człowiekiem!

Powrót na górę strony